Proces legislacyjny-brzmi może egzotycznie ale egzotyczny nie jest

Kto za Was zagląda na mój instagram zauważył parę zdjęć i instatories z korytarzy Sejmu. Szpilki w Sejmie! Tego jeszcze nie było, ale tak to się właśnie kończy, jeśli w swojej instytucji jest się prawnikiem prowadzącym proces legislacyjny. W bardzo dużym uproszczeniu dotyczy on ustaw i wydawanych w celu ich wykonania rozporządzeń. Piszę w dużym skrócie bo są jeszcze inne dokumenty podlegające pod ten proces ale nie chcę mieszać. Końcowym wynikiem ma być, mówiąc kolokwialnie, dogadanie się wszystkich. Mi osobiście proces legislacyjny trochę przypomina grę w Monopoly i czające się na drodze pułapki typu: „nie odpowiedziałeś na pismo, nie ma go kto teraz podpisać stoisz trzy kolejki”, „okazało się, że nie musisz gdzieś wysyłać projektu, choć brałeś to pod uwagę, przesuwasz się trzy pola do przodu”.

Już dawno nosiłam się z zamiarem napisania tego postu. Temat nie jest łatwy i trudno go napisać łatwo ale mam nadzieję, że efekt Was zadowoli.

Tak jak już napisałam we wstępie zatuptałam do Sejmu. Zanim to nastąpiło przeszłam żmudny czas etapu rządowego. Godziny spotkań, poprawiania projektu, wiszenia na telefonie i e-mailach. Praca non-stop.  

Pomysłowy Dobromir zawsze miał dobre pomysły

Jest pomysł, jest i realizacja. Powstał projekt i co dalej?

Wysyłany jest przede wszystkim do innych ministerstw (tzw. uzgodnienia międzyresortowe) i do konsultacji publicznych – oprócz zainteresowanych instytucji branżowych, każdy obywatel może wyrazić o nim swoją opinię (w kolejnym poście wskaże Wam gdzie można znaleźć projekty dokumentów rządowych). Wysyłany jest jeszcze do opiniowania, czyli do innych instytucji niż ministerstwa.

Gdy spłyną uwagi są one analizowane, część jest akceptowana przez tworzącego projekt, część odrzucana. Mogą być zorganizowane spotkania w celu omówienia uwag, tzw. konferencje uzgodnieniowe.

Kończąc ten etap dobrze jest, żeby nie było już uwag, które nie zostały wyjaśnione, tzn. nawet jeżeli jakaś uwaga została odrzucona to ten, który ją zgłosił wie, rozumie i akceptuje dlaczego tak się stało.

Pracowity jak mrówka:D

Wskakujemy na wyższy poziom:) Projekt trafia do specjalistycznych komitetów, m. in. do spraw europejskich, społecznego czy do spraw cyfryzacji. Zgłaszane tam uwagi muszą być zgodne ze specyfiką danego komitetu. Zabawa zaczyna się od nowa – uwagi, stanowisko do uwag, wyjaśnianie.

Wychodzimy z komitetów i trafiamy na Stały Komitet Rady Ministrów– ufff. Już bliżej niż dalej:) Co robimy? Zaklinamy, żeby uwag nie było:-P ale jak już są to od nowa: uwagi, stanowisko do uwag, wyjaśnianie.

Udało się po Komitecie i tych wszystkich uwagach projekt trafia na Komisję Prawniczą. Rządowe Centrum Legislacji sprawdza projekt w najdrobniejszych szczegółach: czy przepisy brzmią tak jak powinny, czy są podane odpowiednie metryczki do wskazywanych ustaw i inne szczegóły. To są często drobne ale wymagające, szczególnie przy dużych projektach ogromnej pracy, ogromnej pracy uwagi. Jeśli jest taka potrzeba to jest organizowane posiedzenie takiej komisji. Jeśli nie to uwagi są przekazywane do wnoszącego projekt i on nanosi poprawki samodzielnie.

Kończąc tę część procesu legislacyjnego na etapie rządowym projekt staje na Radzie Ministrów. Z reguły jest tak, że z uwagi na to, że przeszedł już tak długą drogę, jest to już formalność. Bywa jednak tak, że w jakiejś kwestii ministrowie na wcześniejszych etapach nie mogli się dogadać. Wtedy decyduje właśnie Rada Ministrów.

Tak to wygląda w telegraficznym skrócie i w najbardziej pożądanym kształcie ale zdarzają się powroty z poszczególnych etapów, przestoje dlatego nie na darmo przywołałam na początku grę Monopoly (swoją drogę może producent mógłby pomyśleć o takiej edycji Monopoly-proces legislacyjny:-P).

Wymęczeni ale szczęśliwi trafiamy do Sejmu ale o tym w innym poście…

Jedna myśl w temacie “Proces legislacyjny-brzmi może egzotycznie ale egzotyczny nie jest

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.