Karteczka czy telefon, oto jest pytanie!

Stosy karteczek poprzyklejanych w widocznych miejscach naszego mieszkania i biura są powoli wypierane przez aplikacje w naszych smartfonach, tabletach i komputerach. Zamiast obklejać ekran monitora, z powodzeniem możemy, mając uporządkowany pulpit, „obkleić” go mniejszymi bądź większymi różnokolorowymi elektronicznymi post-it’ami. A co np. z listami zakupów albo listami rzeczy do spakowania? Sklepy z aplikacjami oferują nam mnóstwo takich aplikacji.

Processed with VSCO with f2 preset

Co zwycięży?

W dobie, gdy telefon towarzyszy nam praktycznie cały czas, nie ma co się dziwić, że dostawcy aplikacji i o tym pomyśleli. W końcu jednak mimo wszystko łatwiej znaleźć nam telefon w damskiej torebce, niż zmiętą karteczkę, która zawsze gdzieś się zawieruszy.

Aplikacje zakupowe umożliwiają nam wybranie potrzebnych produktów spośród ich różnych kategorii, stworzenie spersonalizowanych list (nie ma potrzeby tworzenia listy za każdym razem od początku) a na końcu udostępnianie ich (partner już się nie wykręci, że karteczka zginęła;)). Ba, nawet pozwolą nam kontrolować nasze wydatki.

Ja sama korzystam z aplikacji Notatki oferowanej przez system iOS ponieważ akurat jestem tą szczęściarą, która nie musi robić dużego zaopatrzenia domowego i lista paru produktów stworzona w notatkach jest dla mnie wystarczająca:) Ale przy dużych zakupach segregacja niezbędnych produktów wg działów sklepu oszczędzi nam bezsensownego biegania od działu do działu;)

 

Processed with VSCO with c1 preset

Lodówka najlepszym nośnikiem listy zakupowej;)

Jest jeszcze jeden plus, jak dla mnie ogromny. Wyposażona w karteczkę często zapominałam długopisu do wykreślania kolejnych pozycji z kartki. O zgrozo gdy na koniec okazywało się, że jeszcze coś pominęłam, a wydawało się, że wszystko jest!!! Korzystając z aplikacji odklikuję po kolei włożone już do koszyka produkty. Click, click i po sprawie:)

Karteczki giną a lista w telefonie zostaje:)

Tak samo z pakowaniem. Z reguły listę zaczynam robić sobie około tygodnia wcześniej. Nic bardziej irytującego, kiedy zapomni się jakiegoś drobiazgu i właśnie takie drobiazgi sobie wpisuję na listę. U mnie aplikacją do pakowania jest aplikacja TripList ale oferta jest bogata, każdy znajdzie coś dla siebie:) I podobnie, jak przy listach zakupowych można sobie rzeczy podzielić według kategorii a potem szybko odklikujemy to co już spakowane. Zawsze potem mając podobny wyjazd możemy do tej listy wrócić!

A co u was króluje? Łatwiej Was spotkać z kartką i ołówkiem w ręku czy działacie elektronicznie? Zostawiam Was z tym a sama biegnę się pakować wg mojej listy:)

P. S. dobrym pomysłem jest stworzenie listy wyjazdowej rzeczy, których Wam zabrakło na wyjeździe. Nie dlatego, że je zapomnieliście, tylko dlatego, że w trakcie okazały się przydatne. Mogą stanowić podpowiedź na następny wyjazd:)

 

 

 

Duch korkowego klapeczka wiecznie żywy?

Zacznijmy nudno potem będzie lepiej:) Pracuję w administracji państwowej w departamencie prawnym. Nie zawsze tak było, dlatego mogłam się rozejrzeć tu i ówdzie w środowisku pracujących kobiet.

O czym będzie blog? O kobietach pracujących w administracji.

woman lead

Dlaczego taki temat? Otóż zauważyłam, czy to przez rozmowy z przyjaciółmi, czy czytając w prasie, w internecie, że wciąż jest żywy portret urzędniczki jako pani w średnim wieku, niezbyt sympatycznej, marzącej wyłącznie o tym by odbębnić swoje 8h pracy i pójść do domu. Fakt nie przeczę takie panie też spotkałam w swoim urzędzie. Ich znakiem rozpoznawczym stały się stworzone wyłącznie do poruszania się po korytarzach klapki na korkowej platformie (kiedyś taki klapeczek szedł przede mną na korytarzu i stał się bohaterem zdjęcia przewodniego wpisu), buty à la crocs i niekończące się wycieczki na papieroska. Pierwszego dnia podjeżdżając na parking, gdy je zobaczyłam pomyślałam, że to zastęp pań z tzw. serwisu czyszczącego. Nie żebym miała coś do pań, które wykonują taką pracę ale po prostu takie było pierwsze skojarzenie sądząc po luźnym, niekrępującym ruchu stroju w postaci jeansów i bluzek z błyszczącą nitką lub tu i ówdzie skrzącym się cekinem. Jakże było mylące moje skojarzenie bo oto okazało się, że to są one! Urzędniczki dawnych lat! Kobiety od których powinnam uczyć się fachu.

No cóż czas nie okazał się dla tych pań łaskawy. Zniknęły po pewnym czasie z korytarzy, choć mam niejasne podejrzenie, że one gdzieś w ministerstwie pracują. W ich miejsce wstąpiły kobiety z pasją, zainteresowaniami, które, tak samo jak ich koleżanki z korporacji próbują w życiu osiągnąć „work life balance”. To są te tzw. „klikaczki” jak mawiała Andrea ‚Andy’ Sachs bohaterka książki „Diabeł ubiera się u Prady” Lauren Weisberger, stukające obcasami po posadzkach swoich urzędów (jak mają po czym stukać… bo w mojej części budynku to akurat króluje wykładzina w kolorze burym…).

O tym będzie ten blog – o administracji widzianej z wysokości tytułowych szpilek.

Jeżeli macie jakieś tematy, może moje koleżanki i koledzy z branży się odezwą, to piszcie do mnie:) Zachęcam!