Rok pracy zdalnej w administracji i co dalej…

Półtora roku pracy zdalnej minęło nie wiadomo kiedy. Początkowo pakowałam się po skończonym dniu pracy na dwa tygodnie pracy zdalnej, zabierając najpotrzebniejsze notatki, ustawy i oczywiście laptopa. Ani my, ani nasi przełożeni nie spodziewaliśmy się, że tygodnie zamienią się w miesiące a te w cały rok i kolejne miesiące. Co się zmieniło przez ten rok w kwestii pracy w administracji? Jakie są wady i zalety? A przede wszystkim co dalej?

To co przyświecało mojej idei założenia bloga to chęć pokazania, że administracja się zmieniła i tak jak pisałam od początku jego istnienia, nie tworzą jej już ludzie, którzy nie mając lepszych perspektyw poszli pracować do administracji („bo czy się stoi czy się leży pensja się należy”) czyli tzw. „urzędasy” ale ludzie, z których wielu odniosłoby sukces w korporacji, specjaliści w swojej dziedzinie. Ludzie, którym się chce i wybrali administrację, dlatego bo chcieli a nie bo musieli.

Co zatem z pracą zdalną? Czy praca zdalna sprawdziła się w administracji? Czy ludzie zdali egzamin z wykonywania obowiązków podczas pracy zdalnej?

Nie bez powodu wyszłam w tym temacie od ludzi w administracji. To teraz w tym trudnym czasie okazało się jak ogromną rolę odgrywa cyfryzacja i jak ważne było stopniowe odchodzenie od papieru. Nie udałoby się to, gdyby nie wspaniali ludzie, którzy lansowali rozwiązania informatyczne pozwalające załatwiać sprawy urzędowe z poziomu własnej kanapy. Wyjęci ze swych budynków mogliśmy otworzyć laptopy i rozpocząć realizować swoje obowiązki bez uszczerbku dla nich. Systemy elektronicznego zarządzania dokumentacją, podpisy elektroniczne, e-maile wszystko zaczęło śmigać. Spotkania zdalne ustawione, można było zacząć działać. Ale to nie wszystko.

Gdyby nie cyfrowa tożsamość: profil zaufany i podpis osobisty (darmowe więc dostępne dla każdego) nie bylibyśmy w stanie załatwić spraw urzędowych bo obsady stanowisk ze względu na szalejącą epidemię były zmniejszone. A przecież terminy ustawowe nie czekają, dowody osobiste, prawa jazdy i inne dokumenty tracą ważność. Wiele z tych spraw już od dłuższego czasu możemy załatwić przez internet, ograniczając wizyty w urzędzie do minimum. I o to przecież chodzi a w tym dziwnym czasie nagle stało się nieodzowne.

Czy byliśmy my jako pracownicy administracji byliśmy na to gotowi? Tak i nie. Spotkanie zdalne to do tej pory jeszcze niektórym jawi się jako kontakt z kosmosem. A nagle się okazało, że w takim trybie mogą powstawać ogromne projekty. Czy ja kiedykolwiek podejrzewałam, że ogromny projekt ustawy będę sobie wyświetlać na ekranie telewizora w domu i będę na bieżąco zdalnie pracować nad nim z zespołem? No raczej nie ale daliśmy radę bo sytuacja tego wymagała. Nie wszyscy są jednak fanami takiej pracy i uważają, że jednak kontakt osobisty to kontakt osobisty.

Mimo to zwrócić trzeba uwagę na parę kwestii.

Po pierwsze wyjdę od przepisów aby rozróżnić pracę zdalną, telepracę i rozpowszechniony w prywatnym sektorze „home office”.

Telepraca jest to forma pracy uregulowana w kodeksie pracy i istnieje już od dawna. Jest ona jednak sformalizowana i przyznawana jest na wniosek pracownika.

W odróżnieniu od powyższego pojęcie pracy zdalnej zostało uregulowane w jednej z pierwszych specustaw a mianowicie ustawie z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych i ma miejsce, gdy pracodawca poleca pracownikowi wykonywanie, przez czas oznaczony, pracy określonej w umowie o pracę, poza miejscem jej stałego wykonywania. Co ciekawe praca zdalna i używane zamiennie do niego home office nie są tym samym. Przyznaję się tego nie wiedziałam. Home office jest wykonywaniem pracy poza zakładem pracy w sposób okazjonalny.

Wątpliwości budzą w przypadku pracy zdalnej następujące kwestie:

  • jak traktować kwestie BHP przy pracy zdalnej. Nie wiem czy ktoś tak naprawdę wie jak traktować kwestie wypadków przy pracy w domu, np.: oblania się wrzątkiem przy robieniu herbaty, porażenia prądem czy przewrócenia się na śliskiej podłodze itp. Jak działają w takiej sytuacji przepisy BHP? Nie są to przecież przypadki nietypowe i po prostu sie zdarzają.
  • ekwiwalentu za koszty, które są ponoszone na pracy zdalnej: dostępu do internetu, prądu, wody. Oczywiście nie ponosimy kosztów dojazdu, ale po pierwsze nie zawsze to działa (niektórzy dostają się do pracy np. na piechotę lub rowerem) a poza tym wydaje się to nietrafionym argumentem w tej kwestii.

Poza tym coraz głośniej zaczyna być o tym, że jest dużo większe obciążenie obowiązkami, ludzie są przepracowani. Często jest to wynik tego, że pracodawcy traktują fakt, że oszczędność czasu na braku dojazdów do pracy i z pracy oraz dostęp do laptopów uzasadniania to, że mogą pracownicy pracować więcej i poza godzinami pracy. Przepisy covidowe w tej kwestii nie wyłączyły przepisów kodeksu pracy i nadal pracownika obowiązuje 8h czas pracy a praca ponad ten czas powinna być rozliczana zgodnie z przepisami.

Z kolei jeżeli chodzi o pracowników to niestety, też nie zawsze wszystko jest tak jak być powinno. Niektórzy w godzinach pracy zdążą np. zrobić pranie, ugotować obiad, pójść do sklepu i in. Cóż jakby normalnie pracowali w trybie stacjonarnym raczej by tego nie robili. Osobiście uważam, że nie jest to nic strasznego, bo i sytuacja jest wyjątkowa ale dobrze jeśli obowiązki zawodowe nie schodzą na dalszy plan.

Co dalej? Tego to chyba nikt nie. Coraz głośniej mówi się o nadchodzącym widmie 4 fali epidemii. Niektórzy próbują wracać w różnych wariantach pracy hybrydowej (łączenie pracy zdalnej i stacjonarnej). Ja i wielu znajomych ma nadzieję, że kiedy już wrócimy do normalności to praca zdalna nie zniknie i nadal będzie można z niej korzystać czy w to właśnie w trybie hybrydowym, czy też doraźnie w ramach potrzeb jako home office.

Jak przetrwać wirusa i nie zwariować

Nie wiem jak dla Was ale dla mnie sytuacja, w której obecnie się znaleźliśmy jest niezwykle trudna i nie chodzi tu wcale o możliwość zarażenia koronawirusem. Na tym polu nie będę się wypowiadać bo nie jestem lekarzem to nie moja działka. Ja mówię tutaj o przymusowej izolacji, której musimy się poddać.

Na pracy zdalnej jestem piąty tydzień. Gdy dotarła do mnie informacja o wysłaniu na pracę zdalną – pełna euforia, czego to ja nie zrobię w domu. Dwie godziny zaoszczędzone na dojazdach pomiędzy domem a pracą – luksus. Jeszcze ostatnie wytyczne od moich Dyrekcji – e-mail rozpoczynający i kończący pracę, info co się planuje robić i co się zrobiło i fruuu… można zacząć pracować zdalnie. Zaopatrzona w laptopa, nauczona aplikacji Teams, z przełączonym telefonem stacjonarnym ruszyłam do domu. Jeszcze przed wyjściem kwiatki podlałam bo przewidywane dwa tygodnie to jednak długo a ja niedawno wzbogaciłam swoje parapety o nowe okazy.

Zaczęło się. Wszystko zadziałało, „VPN connected”, ekran telewizora jako duży wyświetlacz do laptopa, teamsy radośnie bulgoczą zwiastując kolejne nadchodzące połączenie. Pierwsze dni prawie 8 h siedząc na twardo praca zdalna na grupie przy poprawianiu projektu ustawy. Kończąc trochę zezowata, wysyłam e-mail na koniec i ledwo zwlekam się z góry na parter żeby zjeść obiad. Ale nic, mając z tyłu głowy plany łapię się za szmatę bo przecież założenie było, że tak czystego domu jak na tej zdalnej pracy to ja nigdy jeszcze nie miałam. Oczywiście naprzemiennie, jeden dzień szmata, jeden dzień bieganie bo bez tego to od razu mi humor siada.

W międzyczasie przychodzą kolejne e-maile z kadr, że jednak to ta praca zdalna nie na dwa tygodnie ale do 10 kwietnia, a przed świętami to już ogłosili, że do odwołania. Oj! A ja już powoli zorientowana, że jednak tak jak myślałam ta praca zdalna to tak nie bardzo dla mnie. W pracy to można do kogoś podejść, pójść na spotkanie, ktoś odwiedzi nas, spotkamy się na kawie – są inni ludzie, jest jakieś życie, coś się dzieje. A tu jesteśmy my i nasz przyjaciel laptop. Niedługo już chyba nadam mu imię. Powoli zaczęłam łapać „doły” z powodu zamknięcia.

Na szczęście z pomocą na zamknięcie w domu przyszedł nam internet. Online można zwiedzać wiele miejsc, tak w Polsce, jak i za granicą. Otworem stoją Pałac w Wersalu, Musée d’Orsay, Luwr, Colloseum, Pałac Schönbrunn, i in. Wiele aplikacji mobilnych udostępnia niektóre swoje zbiory za darmo więc można na długi czas zaopatrzyć się w audiobooki, e-booki, materiały do nauki języków. Część teatrów udostępnia swoje przedstawienia online. To jest hit! Bez strojenia się można z poziomu swojej kanapy przenieść się do pięknych wnętrz teatralnych i oglądać całe spektakle. A może właśnie spektakl będzie mobilizacją by zmienić dres na jakiś bardziej szykowny strój?

Nowa rzeczywistość też zapanowała na spotkaniach towarzyskich. Chyba już nikogo nie dziwi spotykanie się z przyjaciółmi z użyciem telefonów, tabletów czy komputerów. Niestety to, że nie możemy się spotykać wymusza radzenie sobie w inny sposób, z wykorzystaniem zdobyczy technologii. Cóż jakie czasy takie spotkania!

Nie ma co narzekać, naprawdę uważam, że w tej sytuacji wszyscy starają się wspierać jak mogą i dlatego nie warto marudzić. Jest co robić, wystarczy się rozejrzeć. A może super rozwiązaniem okaże się życzliwe spojrzenie na rodzinę? Wspólne ułożenie puzzli czy gra w planszówki?

Od 20 kwietnia zostaną otwarte parki i lasy, można zacząć cieszyć się wiosną. I tak myślę, że niedługo znów będziemy mogli się zobaczyć w normalności.

Tego sobie i wam życzę:)

Nie martw się w wakacje – wyrób szybko i w prosty sposób kartę EKUZ.

Okres wakacyjny w pełni ale jeszcze troszkę pozostało do końca. Dlatego dzisiaj wpis o wakacyjnym niezbędniku. Akurat moja karta straciła ważność stąd pomysł na wpis. Na pewno wielu z Wam jeszcze się przyda i zapali się czerwona lampka w głowie, że jednak nie wszystko jeszcze spakowane:)

***

It’s a middle of summer, but still a little bit to the end. That is why today a post about a holiday must-have. My European Health Insurance Card has expired, hence the idea for a post. Certainly many of you find this useful and a red lamp will light up in your head that, however, not everything is packed yet 🙂 Get emergency and planned healthcare anywhere in the EU

***

Czasy się zmieniają, administracja też. To już nie jest tak, że przychodząc rano do pracy marzymy tylko o tym aby z niej wyjść. I nie pijemy kawusi spedzając czas na ploteczkach. Owszem ja rano idę do pokoju socjalnego i robię sobie w ekspresie kawę (nie widzę w tym nic złego, w końcu energia do pracy to podstawa). Ale, ale tak na marginesie – mamy pokoje socjalne. Kiedyś posiadanie czajnika w pokoju to była jedyna możliwość zrobienia sobie kawy czy herbaty. Teraz mamy przytulne i dobrze wyposażone pokoje socjalne, gdzie możemy odgrzać i zjeść w spokoju posiłek albo właśnie zrobić sobie kawy. Pamiętam opowieść mojej mamy, która kiedyś przyszła do urzędu, weszła do pokoju a tam urzędniczka akurat była przy drugim śniadaniu. Na dokumentach stał w całej okazałości słoik ogórków konserwowych a urzędniczka spokojnie zajadała kanapkę przegryzając ją ogórkiem trzymanym w palcach. Tak było…

To tak „od kuchni”. A co robimy? Staramy się ułatwić życie. Nie zawsze z sukcesem ale trochę rzeczy stało się łatwiejszych. Możemy je załatwić bez wychodzenia z domu, mając internet i wygodną kanapę.

disease-292571_960_720.jpg

Powszechnie spędzamy wakacyjny czas na zagranicznych wyjazdach. Od wielu lat niekończącą popularnością cieszy się Chorwacja, Grecja. Ostatnio coraz cześciej Polacy ruszają na złote piaski Bułgarii.

Podróżując po krajach Unii Europejskiej warto zaopatrzyć się w kartę EKUZ czyli Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego – potwierdza ona prawo do korzystania na koszt NFZ z niezbędnych świadczeń zdrowotnych w czasie tymczasowego pobytu na terenie innego państwa członkowskiego UE/EFTA. Nie ma nic gorszego niż choroba na wyjeździe, dlatego jeżeli możemy ograniczyć sobie związany z tym stres czemu tego nie zrobić. Do karty dołączana jest informacja na temat opieki zdrowotnej w poszczególnych krajach dlatego myślę, że warto poświęcić chwilę na jej wyrobienie.

Jak wyrobić kartę?

Najprościej można wniosek wypełnić, zeskanować, wysłać e-mailem do wojewódzkiego oddziału NFZ a karta zostanie przysłana do nas pocztą w ciągu paru dni? Można to zrobić za pomocą platformy e-PUAP, używając profilu zaufanego do podpisania wniosku. Założenie profilu zaufanego jest możliwe dzięki korzystaniu z usług bankowości elektronicznej.

Poniżej przydatne linki, żebyście nie tracili czasu na zbędne szukanie formularzy:

NFZ karta ekuz

ePUAP2

Przed urlopem zawsze jest dużo biegania, załatwiania, zamieszania. Korzystając z opisanych wyżej możliwości możemy sobie oszczędzić wyprawy do NFZ i straty czasu w kolejce. A dzięki karcie możemy cieszyć się urlopem w spokoju i podziwiać uroki zwiedzanych krajów.

UNADJUSTEDNONRAW_thumb_5d10

Miłego i zdrowego urlopu:)

Administracja papierem czy elektronizacją silna?

Jeszcze parę lat temu nie do pomyślenia było, że z urzędów zostanie wyeliminowany papier a zastąpi go elektroniczny obieg dokumentów. Teraz już nie tylko elektroniczny obieg dokumentów dominuje w urzędach ale też cały proces legislacyjny(Proces legislacyjny-brzmi może egzotycznie ale egzotyczny nie jest) odbywa się elektronicznie.

Początkowo sprawy toczyły się dwutorowo i było z tym dość dużo zachodu, Nieustająca walka z czasem, żeby pismo podpisane elektronicznie miało taką samą datę jak pismo podpisane w papierze. Bo wiecie na początku było przekonanie, że jednak papier to papier. Papier ma wartość urzędową! W konsekwencji otrzymywaliśmy 3 kopie tego samego pisma. Jedna była wysyłana pocztą tradycyjną, jedna (podpisana elektronicznie) ePUAPem a jedna pozostawała ad acta. Te czasy na szczęście minęły, uff….

Systemy do elektronicznego obiegu dokumentów są różne w różnych ministerstwach czy instytucjach. Ważne jest to, że przekazując dokumenty do elektronicznego podpisu, dyrektor, prezes czy minister dostają komplet dokumentów w sprawie i widzą jej całą historię. Dzięki temu nie ma też potrzeby drukowania ogromnych ilości załączników. I co ważne każda z osób ustawionych w „ścieżce akceptacji” może wprowadzić zmiany w piśmie. W drugiej opcji jeżeli przełożony uzna, że poprawki w piśmie są niezbędne to napisze mi to bądź w komentarzu na piśmie bądź w uwagach zwracając sprawę do poprawienia. Dzięki temu nie ma potrzeby drukowania kolejnych wersji tego pisma, z których część trafi po prostu do kosza.

Jak to się wszystko zmieniło zdałam sobie sprawę w zeszłym tygodniu, kiedy otrzymałam do opracowania wniosek o udostępnienie informacji publicznej (wysłany do wszystkich ministerstw). Zawarto w nim pytania, między innymi, takie jak: jak wygląda obieg dokumentów w procesie legislacyjnym, jak są publikowane wewnętrzne akty prawne itp. Na wszystkie pytania mogłam spokojnie odpowiedzieć: elektronicznie! Uważam to za ogromne osiągnięcie w administracji. Udało się w dużym stopniu wyeliminować papier.

Sami na pewno zauważacie, że wiele spraw można załatwić składając do urzędów dokumenty elektronicznie. Niedługo zacznie się czas rozliczania naszych podatków. Spokojnie możecie to zrobić z poziomu swojej kanapy używając interaktywnych formularzy lub aplikacji e-Deklaracje https://www.podatki.gov.pl/pit/e-deklaracje-pit/

Szafa strachu

Dzięki elektronizacji zniknęły szafy takie jak na zdjęciu. Wszyscy wiedzą co tam jest i czekają na śmiałka, który ją otworzy. Niestety jej otwarcie może mieć dramatyczne skutki. Naprężenia ciśnień upchniętych tam papierów (to są same ważne sprawy) może spowodować eksplozję. Niestety nie są to takie „szafy zniknięć” jak w Harrym Potterze. Raczej grożą one eksplozją porównywalną do eksplozji dzbana z powieści Joanny Chmielewskiej „Wszyscy jesteśmy podejrzani”.

Karteczka czy telefon, oto jest pytanie!

Stosy karteczek poprzyklejanych w widocznych miejscach naszego mieszkania i biura są powoli wypierane przez aplikacje w naszych smartfonach, tabletach i komputerach. Zamiast obklejać ekran monitora, z powodzeniem możemy, mając uporządkowany pulpit, „obkleić” go mniejszymi bądź większymi różnokolorowymi elektronicznymi post-it’ami. A co np. z listami zakupów albo listami rzeczy do spakowania? Sklepy z aplikacjami oferują nam mnóstwo takich aplikacji.

Processed with VSCO with f2 preset

Co zwycięży?

W dobie, gdy telefon towarzyszy nam praktycznie cały czas, nie ma co się dziwić, że dostawcy aplikacji i o tym pomyśleli. W końcu jednak mimo wszystko łatwiej znaleźć nam telefon w damskiej torebce, niż zmiętą karteczkę, która zawsze gdzieś się zawieruszy.

Aplikacje zakupowe umożliwiają nam wybranie potrzebnych produktów spośród ich różnych kategorii, stworzenie spersonalizowanych list (nie ma potrzeby tworzenia listy za każdym razem od początku) a na końcu udostępnianie ich (partner już się nie wykręci, że karteczka zginęła;)). Ba, nawet pozwolą nam kontrolować nasze wydatki.

Ja sama korzystam z aplikacji Notatki oferowanej przez system iOS ponieważ akurat jestem tą szczęściarą, która nie musi robić dużego zaopatrzenia domowego i lista paru produktów stworzona w notatkach jest dla mnie wystarczająca:) Ale przy dużych zakupach segregacja niezbędnych produktów wg działów sklepu oszczędzi nam bezsensownego biegania od działu do działu;)

 

Processed with VSCO with c1 preset

Lodówka najlepszym nośnikiem listy zakupowej;)

Jest jeszcze jeden plus, jak dla mnie ogromny. Wyposażona w karteczkę często zapominałam długopisu do wykreślania kolejnych pozycji z kartki. O zgrozo gdy na koniec okazywało się, że jeszcze coś pominęłam, a wydawało się, że wszystko jest!!! Korzystając z aplikacji odklikuję po kolei włożone już do koszyka produkty. Click, click i po sprawie:)

Karteczki giną a lista w telefonie zostaje:)

Tak samo z pakowaniem. Z reguły listę zaczynam robić sobie około tygodnia wcześniej. Nic bardziej irytującego, kiedy zapomni się jakiegoś drobiazgu i właśnie takie drobiazgi sobie wpisuję na listę. U mnie aplikacją do pakowania jest aplikacja TripList ale oferta jest bogata, każdy znajdzie coś dla siebie:) I podobnie, jak przy listach zakupowych można sobie rzeczy podzielić według kategorii a potem szybko odklikujemy to co już spakowane. Zawsze potem mając podobny wyjazd możemy do tej listy wrócić!

A co u was króluje? Łatwiej Was spotkać z kartką i ołówkiem w ręku czy działacie elektronicznie? Zostawiam Was z tym a sama biegnę się pakować wg mojej listy:)

P. S. dobrym pomysłem jest stworzenie listy wyjazdowej rzeczy, których Wam zabrakło na wyjeździe. Nie dlatego, że je zapomnieliście, tylko dlatego, że w trakcie okazały się przydatne. Mogą stanowić podpowiedź na następny wyjazd:)

 

 

 

Od stylu do stylu czyli dress code’owy bieg z przeszkodami

Jeszcze na studiach udało mi się dostać na wymarzone praktyki do międzynarodowej kancelarii. Pierwszego dnia praktyk wśród dokumentów, z którymi należało się zapoznać dostałam ten dotyczący dress code’u. Wtedy młodej studentce prawa wydało mi się to dziwne bo nigdy nie byłam zbyt ekstrawagancka w stroju (może jedynie dość odważna), ale… no właśnie… pamiętam akapit o sweterkach z kaszmiru, odpowiednim doborze okularów (pod okiem specjalisty od wyglądu), zakrytych butach (kokietować można było jedynie piętą – pamiętam moje parsknięcie śmiechem i spojrzenie na klapeczki na obcasiku, które były jak dla mnie symbolem elegancji i gracji), obowiązkowych rajstopach nawet w lecie czy ubiorze dla kobiet w ciąży. Tak to było dziwne. Teraz z perspektywy odbieram siebie jak wspomnianą już w poprzednim wpisie Andy z książki „Diabeł ubiera się u Prady”. Na szczęście nie miałam takiej szefowej jak Miranda Priestly:)

Myślę natomiast, że wtedy dla części nowych kolegów i koleżanek skojarzyłam się z filmową „Legalną blondynką”. Ale o tym kiedy indziej bo to dłuższa opowieść.

„jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one” albo „czym skorupka nasiąknie za młodu tym na drugą młodość trąci”

W tym poście jednak chodzi o to, żeby pokazać, że tak jak mówią staropolskie przysłowia: „jak wejdziesz między wrony musisz krakać tak jak one” albo „czym skorupka nasiąknie za młodu tym na drugą młodość trąci” (to drugie troszkę zmodyfikowałam na swoje potrzeby) sprawdziło się. Od razu zaznaczę. Nie przyjęłam wszystkiego i nie zasiliłam rzeszy tzw. „białych kołnierzyków” bo nie uważam, że pracownica banku wciśnięta w koszulę (u niektórych aż strach bo guziki grożą wystrzałem w niedługim czasie wprost w oko klienta) i bezpłciowe czarne spodnie budzi większe zaufanie niż pracownica w eleganckiej sukience. Jednak zauważyłam, że elegancja w ubiorze powoduje parę punktów procentowych w odbiorze więcej bo pokazuje szacunek dla drugiej strony i ułatwia kontakt.

I tu mały powrót do pracy w administracji. Znam dużo bardziej doświadczone koleżanki, które od zawsze chodzą w garsonkach (takie zapomniane słówko ale jakże ładne), białych wykrochmalonych bluzkach i te panie stanowią przykład profesjonalizmu, „wychowały” niejedno pokolenie przyszłych pracowników administracji i są takie, które na oficjalnym spotkaniu ubiorą się w legginsy w zwierzęcy print i nigdy nie pójdą wyżej w karierze bo są traktowane z przymrużeniem oka jako lokalny folklor. Nie wszędzie w administracji jest już tak, że np. przełożony porozmawia z taką osobą na temat ubioru, choć znam takie przypadki, ale daje to przynajmniej satysfakcję, że jednak wyższe stanowiska zobowiązują do dbałości o ubiór a przykłady negatywne spotyka się częściej wśród stanowisk niższych. Pierwsze panie, z dawnych czasów wiedzą, że schludność i stosowność w ubiorze to podstawa i choć może ta garsonka już trochę niemodna, to i tak zawsze profesjonalna.

Nie wszystko jest czarno-białe i nie każdy musi nosić garsonki – jak zwykle są rozwiązania pośrednie. Sportowa elegancja to też elegancja ale to na inny wpis:)

I jeszcze na koniec z uwagi, że tytuł bloga zobowiązuje słówko o szpilkach. One „robią robotę” – tak mi powiedziała moja koleżanka urzędniczka wyciągając szpilki na ważne spotkania schowane pod biurkiem. Tak wiele z nas zatrudnionych w administracji wie, że klapek na korku czy rozklapana balerinka powodzenia nie daje.

P. S. Nie każdemu szpilka pisana. Czasami lepiej zadbać o ładne balerinki niż męczyć się na szpilkach nie do końca wiedząc jak się na nich chodzi;) Spójrzcie na moją idolkę Audrey Hepburn, była wysoka, więc w balerinkach prezentowała się pięknie i szykownie, tak, że nie można było od niej oczu oderwać.

Ciekawa jestem co Wy sądzicie na temat dress code…

Duch korkowego klapeczka wiecznie żywy?

Zacznijmy nudno potem będzie lepiej:) Pracuję w administracji państwowej w departamencie prawnym. Nie zawsze tak było, dlatego mogłam się rozejrzeć tu i ówdzie w środowisku pracujących kobiet.

O czym będzie blog? O kobietach pracujących w administracji.

woman lead

Dlaczego taki temat? Otóż zauważyłam, czy to przez rozmowy z przyjaciółmi, czy czytając w prasie, w internecie, że wciąż jest żywy portret urzędniczki jako pani w średnim wieku, niezbyt sympatycznej, marzącej wyłącznie o tym by odbębnić swoje 8h pracy i pójść do domu. Fakt nie przeczę takie panie też spotkałam w swoim urzędzie. Ich znakiem rozpoznawczym stały się stworzone wyłącznie do poruszania się po korytarzach klapki na korkowej platformie (kiedyś taki klapeczek szedł przede mną na korytarzu i stał się bohaterem zdjęcia przewodniego wpisu), buty à la crocs i niekończące się wycieczki na papieroska. Pierwszego dnia podjeżdżając na parking, gdy je zobaczyłam pomyślałam, że to zastęp pań z tzw. serwisu czyszczącego. Nie żebym miała coś do pań, które wykonują taką pracę ale po prostu takie było pierwsze skojarzenie sądząc po luźnym, niekrępującym ruchu stroju w postaci jeansów i bluzek z błyszczącą nitką lub tu i ówdzie skrzącym się cekinem. Jakże było mylące moje skojarzenie bo oto okazało się, że to są one! Urzędniczki dawnych lat! Kobiety od których powinnam uczyć się fachu.

No cóż czas nie okazał się dla tych pań łaskawy. Zniknęły po pewnym czasie z korytarzy, choć mam niejasne podejrzenie, że one gdzieś w ministerstwie pracują. W ich miejsce wstąpiły kobiety z pasją, zainteresowaniami, które, tak samo jak ich koleżanki z korporacji próbują w życiu osiągnąć „work life balance”. To są te tzw. „klikaczki” jak mawiała Andrea ‚Andy’ Sachs bohaterka książki „Diabeł ubiera się u Prady” Lauren Weisberger, stukające obcasami po posadzkach swoich urzędów (jak mają po czym stukać… bo w mojej części budynku to akurat króluje wykładzina w kolorze burym…).

O tym będzie ten blog – o administracji widzianej z wysokości tytułowych szpilek.

Jeżeli macie jakieś tematy, może moje koleżanki i koledzy z branży się odezwą, to piszcie do mnie:) Zachęcam!