„Christmas party” w administracji

Kolejne święta uświadomiły mi, że i również w tej kwestii zaszły zmiany w administracji. Do niedawna nieodłącznym elementem tygodnia poprzedzającego czas świąt było spotkanie wigilijne organizowane z udziałem kierownictwa ministerstwa czy urzędu podczas którego składano życzenia, po czym zapraszano na mały poczęstunek. Równocześnie też organizowane były także wigilie departamentalne. Obecnie coraz częściej zdarza się, że organizowane są wyjścia na miasto, tzw. „christmas party”, podczas których na luzie, ubrani np. w świąteczne sweterki możemy spędzić czas z ludźmi z pracy.

Wigilie w pracy mają to do siebie, że atmosfera takich spotkań jest dość sztywna. Jedni pracownicy chcąc zaplusować biegną do szefa z życzeniami wszelkiej pomyślności w czasie świąt i w nadchodzącym roku. Inni zajmują pozycje strategiczne przy zastawionym stole i gdy ty próbujesz dostać choć jednego pieroga oni już dawno są przy deserach (tak to jest wieloletnie doświadczenie życiowe, jak to mówią: „z niejednej wigilii się chleb jadło”). Jednak ani to wygodne ani miłe kiedy ktoś do nas podchodzi a my przełykając śledzia staramy się mu odwzajemnić życzenia.

Podobnie rzecz się ma z wigilią departamentalną. Najpierw rusza giełda kto co przyniesie. Oczywiście wielu próbuje zrobić aby się nie narobić czyli np. przyniosą chleb albo napoje. Ale co sprawniejsi wodzireje, bo zawsze tacy się znajdą, rozdadzą obowiązki i nieoczekiwanie otrzymuje się zadanie przyniesienia np. śledzi pod pierzynką.

Muszę przyznać, że nigdy nie lubiłam tych wigilii. Atmosfera napięta jak indiański łuk, wszyscy grzecznie stoją w kręgu z rękoma złożonymi na podołku, szef składa życzenia, zaprasza do jedzenia i… Zapada niezręczna cisza. Kto pierwszy się skusi? Komu pierwszemu będziemy patrzeć na ręce jak nakłada potrawy przytaszczone przez koleżanki i kolegów. Miałam zresztą kiedyś taką historię z cyklu wiadomo, że będzie dramat. Spóźniona wpadłam na takie spotkanie i nagle 20 czy więcej par oczu wlepiło mi się w ręce. Nieszczęśliwie było to akurat przed Wielkanocą, więc na stole królowało jajko, z którym zaczęłam walczyć niczym Gustlik w serialu „czterej pancerni i pies”. Nigdy więcej! Trauma pozostała do tej pory:/

Fajną opcją jest zatem wybranie się do restauracji. Restauracje mają przygotowane menu dla dużych grup z określoną ceną za osobę, w którą mamy wliczone jedzenie i picie. Jest to o tyle fajne, że jesteśmy poza pracą i możemy na luzie porozmawiać o sprawach spoza pracy. Po prostu się poznać. Choć z tym ostrożnie, przypominam tutaj mój wpis na temat tzw. small talk’ów https://szpilkinaurzedzie.com/2019/08/26/przemyslenia-na-temat-tzw-small-talk/

Oczywiście trzeba pamiętać, że z uwagi na to, że pracownicy administracji obracają się trochę w innych ramach formalnych niż pracownicy korporacji nie jest też łatwo, żeby przekonać ludzi z administracji do tego typu imprez ale warto próbować, bo naprawdę fajnie to wychodzi, choć oczywiście nie obywa się bez drobnych zgrzytów typu: a czemu w tym miejscu a nie gdzie indziej, a czy inny termin nie byłby lepszy itp. Ale taki to los organizatora i pomysłodawcy;-)

Elektroniczna tożsamość

Nowy miesiąc nowe zmiany. Już dziś ruszyło wydawanie e-dowodów, czyli dowodów osobistych z warstwą elektroniczną. Trochę to trwało, jeżeli ktoś się trochę interesował tym tematem, to jest to dawny projekt pl.ID, który ostatecznie stał się e-dowodem. Ale to już tak historycznie dla dociekliwych.

Na początek najważniejsze. Nie ma obowiązku wymiany dowodów! Wymiana odbędzie się naturalnie, czyli wymieniane będą dowody, którym kończy się ważność. Chyba, że ktoś lubi nowinki techniczne, to może wymienić sobie dowód, na wniosek (oczywiście najlepiej złożony z wykorzystaniem Profilu Zaufanego). Do czego osobiście zachęcam:)

Druga ważna rzecz. Wymiana dowodów jest bezpłatna! 

A jak to będzie działać? Korzystanie z e-dowodu będzie przypominało płacenie kartą płatniczą a więc coś co już znamy:)

Korzyści płynące z e-dowodu:

  • umożliwia m.in. logowanie się do portali administracji publicznej przy użyciu bezpiecznego środka identyfikacji elektronicznej (profil osobisty),
  • umożliwia elektroniczne podpisywanie dokumentów (dzięki podpisowi osobistemu),
  • i prawdziwa gratka dla podróżników: umożliwia szybsze obsłużenie na lotniskach – można się nim posłużyć na automatycznych bramkach granicznych na lotniskach.

Coraz więcej spraw możemy załatwić wykorzystując usługi e-administracji, dlatego warto zapewnić sobie narzędzie bezpiecznej identyfikacji. Wszystko możecie zrobić z własnego ulubionego fotela, wykładziny czy gdzie tam lubicie korzystać z komputera. Czujecie ten komfort?

I jeszcze na koniec jak otrzymać e-dowód? Wszystkie fomalności możecie załatwić przez stronę obywatel gov wykorzystując Profil Zaufany.

A żebyście się nie rozleniwili odebrać dowód musicie osobiście:D

Twój e-PIT czeka na Ciebie

Nowy rok poza tym, że zawsze zaczynamy z nowym postanowieniami czy oczekiwaniami, zaczynamy również od rozliczania się z fiskusem. Z tymi postanowieniami bywa różnie. Jedne zostaną zrealizowane inne nie. Na świecie jednak, jak stwierdził jeden z ojców-założycieli Benjamin Franklin, „pewne są tylko podatki i śmierć”. I tak do końca kwietnia każdego roku PIT musi zostać przez nas złożony.  

Ja pamiętam jeszcze te czasy, kiedy rozliczałam się papierowo i z reguły na ostatnią chwilę a potem trzeba było odstać swoje w długiej kolejce do złożenia PITu. Kopia PITu z prezentatą (pieczęć urzędowa z datą wpływu) lądowała w teczce, skrzętnie przechowywana „na wszelki wypadek”.

Po pewnym czasie pojawiły się przygotowane przez Ministerstwo Finansów interaktywne formularze i aplikacja e-Deklaracje. Wypełnienie formularza, szczególnie jeśli rozliczamy się indywidualnie, polegało na przepisaniu odpowiednich pozycji z PIT-11, przygotowanego przez pracodawcę. Potem już tylko wysyłka przy użyciu aplikacji i oczekiwanie na UPO, czyli urzędowe poświadczenie odbioru.

W tym roku, od 15 lutego została uruchomiona nowa usługa – e-PIT. Idąc za za zakładką FAQ na stronie portalu podatkowego: „twój e-PIT to automatycznie przygotowane i udostępnione przez Krajową Administrację Skarbową roczne zeznanie podatkowe osób fizycznych”.

Oczywiście pierwszego dnia serwery padły bo nagle wszyscy ruszyli do narodowego korzystania z nowej usługi e-administracji. We mnie ciekawość zwyciężyła trzeciego dnia po uruchomienia. „PIT-11 mam, nie ma na co czekać”. 

Krok po kroku instrukcja obsługi

Usługa jest dostępna na stronie portalu podatkowego. Wchodząc na stronę od razu wita nas baner „twój e-PIT czeka na Ciebie”. 

Zrzut ekranu 2019-02-24 o 22.31.45

Klikając przycisk Zobacz Twój e-PIT przechodzimy do instrukcji co jest nam potrzebne do zalogowania się.

Zrzut ekranu 2019-02-19 o 22.30.02.png

Ja wybrałam opcję logowania się przy użyciu Profilu zaufanego. Mi jest tak wygodnie bo nie muszę sięgać do teczki „na wszelki wypadek” i szukać w niej odpowiedniego PITu z kwotą przychodu.

Zrzut ekranu 2019-02-19 o 22.31.16

Ja już złożyłam swój PIT dlatego nie mogę Wam pokazać jak to wygląda dalej, natomiast wyświetla Wam się ekran z podstawowymi danymi, tj. opcja rozliczenia indywidualnego, z małżonkiem, korzystanie z ulg, przychód, podatek należny, organizacja pożytku publicznego na którą chcemy przekazać 1% podatku i to co najważniejsze czyli kwota nadpłaty lub niedopłaty. Te pozycje są już wypełnione domyślnie ale to co warto pamiętać: wszystko możecie sobie zmieniać oraz dodawać dodatkowe dokumenty.

Wypełnienie PITu to przyjemność. Mi to zajęło 5 minut. Wiem, że niektórym zajmie to więcej bo mają bardziej skomplikowane rozliczenia ale i tak robota jest wykonana za nas.

Na koniec prośba: sprawdzajcie wszystko dokładnie bo nie do końca jest tak, że po zalogowaniu domyślnie wyświetli się Wam rozliczenie takie jak dokonywaliście w poprzednim roku. Dziś moja koleżanka zwróciła mi na to uwagę. Ona rozlicza się z mężem, natomiast sytem domyślnie wyświetlił jej rozliczenie indywidualne. No cóż, cytując klasyka „nikt nie jest idealny”🙂 Dlatego sprawdźmy przed wysłaniem bo system też może się pomylić.

Dyrektywy i rozporządzenia unijne-wszyscy o nich mówią a co właściwie jest?

Prawo Unii Europejskiej często wywołuje kontrowersje w społeczeństwach państw członkowskich. Jak to jest, że gdzieś tam daleko w Brukseli zbierają się urzędnicy i narzucają innym przepisy, które potem trzeba stosować? Cóż, zgadzając się na członkowstwo w Unii Europejskiej zgodziliśmy się i na to, że będziemy również dostosowywać nasze prawo do innych, między innymi po to, że jeśli wyjeżdżamy do innego państwa członkowskiego czy to turystycznie czy np. do pracy bądź prowadzimy biznes przepisy nas nie zaskoczą. Ale jak to bywa czasami z takiej standaryzacji przepisów wynikają śmieszne sytuacje:)

W tym tygodniu byłam na szkoleniu właśnie z wdrażania, czyli wprowadzania do naszego prawa przepisów dyrektyw. Cóż to jest ta dyrektywa? Często się słyszy lub czyta używane zamiennie pojęcia „dyrektywa” i „rozporządzenie”.

TO NIE JEST TO SAMO!

Dyrektywa to taki akt, który ma spowodować, że przepisy prawne różnych państw w jakimś konkretnym zagadnieniu będą zbliżone. Prawidłowo się mówi, że dyrektywy służą harmonizacji prawa.

Podam przykłady bo łatwiej się dzięki temu zapamiętuje:

Któż z nas nie słyszał o słynnej krzywiźnie banana? Albo o tym, że marchewka to owoc (serio???)? Była słynna dyrektywa o drabinach – jak powinna być zbudowana, aby ograniczyć wypadki przy pracy na wysokości. Możemy w niej przeczytać, że „nóżki przenośnych drabin muszą być asekurowane przed przesuwaniem się w trakcie używania poprzez zabezpieczenie ramiaków pionowych na końcu lub blisko górnego lub dolnego końca, za pomocą urządzenia przeciwpoślizgowego lub poprzez każde inne ustawienia o równoważnej skuteczności”. Ponadto kąt nachylenia drabiny powinien wynosić od 65 do 75 stopni. A oczywiście – wg wymogów EU – z drabiny należy „schodzić tyłem”:) Czy czytał ktoś kiedyś instrukcję obsługi kaloszy? Jeśli tak, to też za sprawą dyrektywy unijnej.

Często za tego typu przepisami stoją konkretne interesy któregoś z państw członkowskich, które dzięki temu będzie mogło otrzymywać np. dopłaty.

Ale to są oczywiście wyjątki. Z reguły dyrektywy mają ułatwiać nam życie. Dyrektywy dotyczą różnych podmiotów i sfer. Przedsiębiorców (np. dyrektywa w sprawie koordynacji procedur w zakresie przyznawania koncesji, dyrektywa w sprawie przenoszenia za granicę siedziby spółki z ograniczoną odpowiedzialnością), ochrony środowiska (dyrektywa o odpowiedzialności za środowisko w odniesieniu do zapobiegania i zaradzania szkodom wyrządzonym środowisku naturalnemu), dzieci (dyrektywa o bezpieczeństwie zabawek), osób niepełnosprawnych (dyrektywa w sprawie dostępności stron internetowych i mobilnych aplikacji organów sektora publicznego) i wielu wielu innych.

Jeśli chodzi o to jak mamy sprostać przepisom dyrektyw, to Unia Europejska pozostawia nam wolną rękę. Po prostu mamy tak zrobić, żeby było dobrze:)

A co z rozporządzeniami?

Rozporządzenia unijne, inaczej niż dyrektywy służą unifikacji prawa. Celem unifikacji, jest scalenie, ujednolicenie wszystkich porządków prawnych występujących w Unii Europejskiej. Przepisy rozporządzenia obowiązują we wszystkich państwach tak samo!

W tym miejscu wystarczy chyba jeden przykład. Ten rok upłynął pod znakiem wprowadzenia RODO. Rozporządzenie o ochronie danych osobowych (ang. General Data Protection Regulation (GDPR)) popłoch wzbudziło w narodzie straszny. Przedsiębiorcy rwali włosy z głowy, firmy szkoleniowe zbijały kokosy, w kolejce do lekarza stali „ramię w ramię” Smerfetka z Lordem Vaderem. Było śmieszno i straszno.

gdpr-3285252_960_720

Rozporządzenie zaczęło obowiązywać od maja 2018 r., wiele przepisów musiało zostać do niego dostosowanych. Ale co najważniejsze RODO spowodowało wietrzenie szaf. Ile razy nasz dowód osobisty był niepotrzebnie kserowany, tak na wszelki wypadek… A potem taka kopia krążyła sobie po świecie a przecież tam są dane, na które ktoś może sobie wziąć chociażby kredyt. Nareszcie mamy też podstawę do walki z dzwoniącymi telemarketerami, po prostu możemy powiedzieć, że nie zgadzamy się na wykorzystywanie naszych danych przez firmę. Obawa kar, które są bardzo dotkliwe, działa. Ja zauważyłam, że uciążliwych telefonów jest mniej. Niestety i te firmy wzięły się na sposób i dzwoni do nas automat. Z takim sobie nie pogadamy… No ale cóż każda akcja rodzi reakcję!

Trochę długi ten tekst więc o szkoleniu następny wpis bo mam parę przemyśleń:)

I jak troszeczkę jaśniej się zrobiło? A może macie jakieś pytania?

 

Karteczka czy telefon, oto jest pytanie!

Stosy karteczek poprzyklejanych w widocznych miejscach naszego mieszkania i biura są powoli wypierane przez aplikacje w naszych smartfonach, tabletach i komputerach. Zamiast obklejać ekran monitora, z powodzeniem możemy, mając uporządkowany pulpit, „obkleić” go mniejszymi bądź większymi różnokolorowymi elektronicznymi post-it’ami. A co np. z listami zakupów albo listami rzeczy do spakowania? Sklepy z aplikacjami oferują nam mnóstwo takich aplikacji.

Processed with VSCO with f2 preset

Co zwycięży?

W dobie, gdy telefon towarzyszy nam praktycznie cały czas, nie ma co się dziwić, że dostawcy aplikacji i o tym pomyśleli. W końcu jednak mimo wszystko łatwiej znaleźć nam telefon w damskiej torebce, niż zmiętą karteczkę, która zawsze gdzieś się zawieruszy.

Aplikacje zakupowe umożliwiają nam wybranie potrzebnych produktów spośród ich różnych kategorii, stworzenie spersonalizowanych list (nie ma potrzeby tworzenia listy za każdym razem od początku) a na końcu udostępnianie ich (partner już się nie wykręci, że karteczka zginęła;)). Ba, nawet pozwolą nam kontrolować nasze wydatki.

Ja sama korzystam z aplikacji Notatki oferowanej przez system iOS ponieważ akurat jestem tą szczęściarą, która nie musi robić dużego zaopatrzenia domowego i lista paru produktów stworzona w notatkach jest dla mnie wystarczająca:) Ale przy dużych zakupach segregacja niezbędnych produktów wg działów sklepu oszczędzi nam bezsensownego biegania od działu do działu;)

 

Processed with VSCO with c1 preset

Lodówka najlepszym nośnikiem listy zakupowej;)

Jest jeszcze jeden plus, jak dla mnie ogromny. Wyposażona w karteczkę często zapominałam długopisu do wykreślania kolejnych pozycji z kartki. O zgrozo gdy na koniec okazywało się, że jeszcze coś pominęłam, a wydawało się, że wszystko jest!!! Korzystając z aplikacji odklikuję po kolei włożone już do koszyka produkty. Click, click i po sprawie:)

Karteczki giną a lista w telefonie zostaje:)

Tak samo z pakowaniem. Z reguły listę zaczynam robić sobie około tygodnia wcześniej. Nic bardziej irytującego, kiedy zapomni się jakiegoś drobiazgu i właśnie takie drobiazgi sobie wpisuję na listę. U mnie aplikacją do pakowania jest aplikacja TripList ale oferta jest bogata, każdy znajdzie coś dla siebie:) I podobnie, jak przy listach zakupowych można sobie rzeczy podzielić według kategorii a potem szybko odklikujemy to co już spakowane. Zawsze potem mając podobny wyjazd możemy do tej listy wrócić!

A co u was króluje? Łatwiej Was spotkać z kartką i ołówkiem w ręku czy działacie elektronicznie? Zostawiam Was z tym a sama biegnę się pakować wg mojej listy:)

P. S. dobrym pomysłem jest stworzenie listy wyjazdowej rzeczy, których Wam zabrakło na wyjeździe. Nie dlatego, że je zapomnieliście, tylko dlatego, że w trakcie okazały się przydatne. Mogą stanowić podpowiedź na następny wyjazd:)

 

 

 

Praca zdalna, telepraca znane jako home office

Stało się. Nowoczesność zapukała do drzwi administracji. 

Ale zacznijmy od początku. Parę lat temu byłam z koleżankami na jednym z weekendowych wypadów do któregoś z miast europejskich i tak jak to bywa z takimi wyjazdami są one krótkie, niezwykle intensywne a loty, szczególnie te powrotne, nie zawsze najbardziej optymalne. Często przydałby się jeszcze jeden dzień urlopu na tzw. regenerację;) No trudno myślę sobie, jakoś ten następny dzień przetrwam, przyjdę do domu i odpocznę. Jakie było moje zdziwienie, kiedy pozostałe dziewczyny powiedziały mi, że one wzięły sobie „home office”. Wypytałam jak to działa. Powiedziały mi, że jest to normalny ich dzień pracy tylko, że pracę wykonują w domu. Jak dla mnie bomba!!

Minęło parę lat… i w urzędach staje się możliwa praca zdalna. Nie jest to może jeszcze jak w firmach prywatnych, że pracownicy mają zagwarantowane, że np. w tygodniu mogą być 2 dni na home office ale jeżeli mamy z jakiś względów potrzebę zostania w domu możemy poprosić o zgodę na pracę zdalną.

Taka była potrzeba u mnie – mówię „skorzystam i ja z tego luksusu”;) Umotywowałam potrzebę pracy zdalnej, dwa dni dostałam. 

O godzinie 8.00 rano laptop włączony, kawusia w kubeczku, pracuję. I tak do 16.00, no troszkę przeciągnęłam do 16.30 się zeszło. Powiem Wam zrobiłam dużo bo są warunki, żeby wreszcie wziąć się za sprawy, które jak to mówię się wypiera, które wymagają ciszy. Zrobiłam dawno odkładane porządki w folderach, dyskach, systemie obiegu dokumentów. Ale ta cisza była zabójcza! Jedyny odgłos to chrapanie mojego psa i tyle. Powiem Wam szczerze, marzyłam o tym żeby telefon  zadzwonił. Zawsze to jakaś żywa istota z drugiej strony:) 

Jeśli chodzi o moje zdanie to na pewno to jest bardzo dobre rozwiązanie, jeśli ma się zadanie wymagające skupienia. Natomiast to, że wokół mnie są inni ludzie, można omówić wątpliwości, czy choć chwilę porozmawiać jest bezcenne. Dlatego jak dla mnie praca zdalna pozostanie wyjątkiem w razie potrzeby. Zawsze gdy muszę się odizolować mogę założyć słuchawki albo tak jak zrobiłam niedawno pojechałam z kilkoma osobami do zaprzyjaźnionej instytucji, gdzie mogliśmy w spokoju popracować sobie nad projektem.

Poza tym pracując zdalnie czułam taki dyskomfort bo jest to jakby nie patrzeć przenoszenie pracy do domu i pojawiała się też chęć przedłużenia tych 8h pracy na zasadzie: „jeszcze to zrobię”,”tamto dokończę” i „wysyłkę zrobię” itd. A to już z poszukiwaniem tej równowagi między pracą a życiem prywatnym ma niewiele wspólnego:/

To takie moje odczucia na tem temat. A co Wy myślicie o pracy zdalnej, home office czy jak inaczej się to u Was nazywa? Korzystacie z tej opcji? 

Zgubiłeś albo ukradli Ci dokumenty – nie trać głowy

Nie chcę Was zanudzić opowieściami o moich zawodowych przygodach i doświadczeniach, dlatego dzisiaj wpis o tym jakie usługi nam administracja proponuje. Na pomysł tego bloga natchnął mnie przypadek koleżanki, która w sobotę, przed Świętem Niepodległości i następującym dniem wolnym 12 listopada została okradziona w centrum handlowym. 

Łupem złodziej padł portfel z całą zawartością – dowodami osobistymi koleżanki i jej dzieci, prawem jazdy, kartami płatniczymi. 

„Profil zaufany – po co to komu? ;)”

Wiadomo problem jest i to spory. Jest sobota wieczór, następne dni są dniami wolnymi od pracy, co robić? Przede wszystkim nie tracić głowy. O ile na pewno każdy wie, że karty można zastrzec czy to telefonicznie czy też przez bankowość elektroniczną, o tyle nie każdy wie, że z poziomu własnej kanapy w domu możemy zastrzec również inne dokumenty, za pomocą strony http://www.obywatel.gov.pl (https://obywatel.gov.pl/dokumenty-i-dane-osobowe/zglos-utrate-albo-uszkodzenie-dowodu-osobistego-uniewaznienie#scenariusz-przez-internet). Co jest nam potrzebne? Profil zaufany, czasami nazywany eGO ale nazwa ta się nie przyjęła. Z racji tego, że koleżanka była zdenerwowana całą sytuacją, nie do końca odbierała wszystkie moje komunikaty i kilkakrotnie powtórzyła mi, że nie ma profilu zaufanego. To nie jest żaden problem. Profil zaufany możemy sobie teraz założyć za pomocą bankowości elektronicznej – wiele wiodących banków na rynku taką opcję oferuje. Jest ona całkowicie darmowa. Profil zaufany całkowicie wystarczy w kontaktach z administracją. Ja swój profil zaufany zakładałam jeszcze w jego początkowej fazie gdy procedura była dłuższa i musiał on zostać potwierdzony we wskazanym urzędzie. Teraz zajmuje to dosłownie chwilę – wiem, bo patrzyłam jak brat to robił. 

Wyposażeni w profil zaufany możemy złożyć zawiadomienie o utracie dowodu osobistego swojego i dzieci, a także złożyć wniosek o wydanie nowych dokumentów. Proste? Proste. Mniej czasu tracimy na stanie w urzędzie i nie boimy się, że ktoś od razu po otwarciu banku ruszy wziąć kredyt na nasze dane.

Co jeszcze załatwicie dzięki profilowi zaufanemu opiszę dalej bo na pewno chcielibyście uniknąć zbędnej straty czasu w urzędach:)

A może mieliście sytuację jak powyżej i udało Wam się użyć e-usług? Chętnie o tym poczytam w komentarzach.

Duch korkowego klapeczka wiecznie żywy?

Zacznijmy nudno potem będzie lepiej:) Pracuję w administracji państwowej w departamencie prawnym. Nie zawsze tak było, dlatego mogłam się rozejrzeć tu i ówdzie w środowisku pracujących kobiet.

O czym będzie blog? O kobietach pracujących w administracji.

woman lead

Dlaczego taki temat? Otóż zauważyłam, czy to przez rozmowy z przyjaciółmi, czy czytając w prasie, w internecie, że wciąż jest żywy portret urzędniczki jako pani w średnim wieku, niezbyt sympatycznej, marzącej wyłącznie o tym by odbębnić swoje 8h pracy i pójść do domu. Fakt nie przeczę takie panie też spotkałam w swoim urzędzie. Ich znakiem rozpoznawczym stały się stworzone wyłącznie do poruszania się po korytarzach klapki na korkowej platformie (kiedyś taki klapeczek szedł przede mną na korytarzu i stał się bohaterem zdjęcia przewodniego wpisu), buty à la crocs i niekończące się wycieczki na papieroska. Pierwszego dnia podjeżdżając na parking, gdy je zobaczyłam pomyślałam, że to zastęp pań z tzw. serwisu czyszczącego. Nie żebym miała coś do pań, które wykonują taką pracę ale po prostu takie było pierwsze skojarzenie sądząc po luźnym, niekrępującym ruchu stroju w postaci jeansów i bluzek z błyszczącą nitką lub tu i ówdzie skrzącym się cekinem. Jakże było mylące moje skojarzenie bo oto okazało się, że to są one! Urzędniczki dawnych lat! Kobiety od których powinnam uczyć się fachu.

No cóż czas nie okazał się dla tych pań łaskawy. Zniknęły po pewnym czasie z korytarzy, choć mam niejasne podejrzenie, że one gdzieś w ministerstwie pracują. W ich miejsce wstąpiły kobiety z pasją, zainteresowaniami, które, tak samo jak ich koleżanki z korporacji próbują w życiu osiągnąć „work life balance”. To są te tzw. „klikaczki” jak mawiała Andrea ‚Andy’ Sachs bohaterka książki „Diabeł ubiera się u Prady” Lauren Weisberger, stukające obcasami po posadzkach swoich urzędów (jak mają po czym stukać… bo w mojej części budynku to akurat króluje wykładzina w kolorze burym…).

O tym będzie ten blog – o administracji widzianej z wysokości tytułowych szpilek.

Jeżeli macie jakieś tematy, może moje koleżanki i koledzy z branży się odezwą, to piszcie do mnie:) Zachęcam!